Muffin jest osobą bardzo niezależną i ponad przeciętnie rozwiniętą intelektualnie i emocjonalnie ;). Najlepszym dowodem na to jest fakt, że w "wieku" roku i czterech miesięcy przeżywa mocno przyspieszony bunt dwulatka.
Więc, co jest grane wiadomo: "wszystko bez sensu"=jestem na nie; "ja wiem lepiej i muszę, inaczej się uduszę". Pięknie zagrana histeria (oklaski za przejmujący wyraz artystyczny) następuje w momentach, kiedy plan Muffina nie zostanie zrealizowany natychmiast. Najlepiej byłoby, aby rodzice byli jak pewien aparat, który cyka zanim cykniesz, przewidywali, czegóż to się zaraz zachce i spełniali życzenie zanim zostanie "wypowiedziane". Ale matka i ojciec to profesjonalna kadra, która doskonale wie, że wybuchy złości mające na celu wymuszenie, należy kategorycznie ignorować.

Tak było i dziś. Wracamy ze spaceru i wdrapujemy się po schodach (nowe hobby). Muffin "siam" podpierany i asekurowany z każdej możliwej strony przez uniżonego sługę (mła). Tylko dlaczego mam wchodzić na czwarte piętro skoro mieszkamy na pierwszym?! O nie! Koniec trasy przed naszymi drzwiami!
Muffin jest zrozpaczony. Ja obstaję przy swoim.
"To ja mam ciebie słuchać?! Masz rok i cztery miesiące! Akurat!", komunikuję Prezesowej.
Muffin próg domu przekroczywszy jeszcze dwie miny "skrzywdzonego" zrobił i spokój. Niby fajnie, ale... wtedy mi się przypomniało. A w zasadzie przypomniała pewna historyjka pisana (nie przeze mnie, więc dobra) na konkurs literacki (kategoria do 50 słów), a zamieszczona w podręczniku do anglika.
Streszczając i tak krótki tekst...
Syn pisze do matki ze szkoły z internatem : "Mamo, nienawidzę tego miejsca! Jedzenie-okropne! Prefekci źle mnie traktują. Proszę, zabierz mnie stąd! Twój, David".
Mamusia odpowiada: "Drogi Davidzie, nonsens! Głowa do góry!".
Po latach... ta sama mama do tego samego syna z domu starców:
"Drogi Davidzie, nienawidzę tego miejsca. Jedzenie-okropne! Pielęgniarki traktują mnie jak dziecko! Proszę, zabierz mnie stąd natychmiast!".
David odpowiada: "Droga Mamo, nonsens! Głowa do góry!".
Za lat dziesiąt, kiedy będę już starą kobietą, role się odwrócą.
To Muffin będzie poważną panią Jagodą i będzie wiedział lepiej. Coś sobie wymyślę, coś będę musiała koniecznie zrealizować z pomocą Muffina i wtedy co?!
Co usłyszę? "Ależ mamo, co ty znowu wymyślasz?! W twoim wieku?!".
Następnym razem zastanowię się nieco dłużej, czy histeria jest rzeczywiście nieuzasadniona, a foch "rzucony" tylko po to, żeby coś wymusić.
Im będzie starsza, tym dłużej będę się zastanawiać. Nie jest moim celem wychowanie "grzecznej" dziewczynki, która zawsze się ze mną zgodzi.
A dziś... może moje dziecko właśnie chciało, z moją pomocą, zdobyć swój pierwszy szczyt, akurat w postaci czwartego piętra?
A tak wogóle, to przecież w dzieciach najbardziej irytują nas chyba cechy naszego własnego charakteru (patrz: upór).
(do zdjęć Muffina, czyli: Buntownika z Wyboru i Buntownika-Nie-Bez-Powodu dołączam przesłanie MM na cudnym Ohdeer-owym wisiorze, który mieć muszę, albo urządzę w domu jakąś historyczną histerię!)