Więc, co jest grane wiadomo: "wszystko bez sensu"=jestem na nie; "ja wiem lepiej i muszę, inaczej się uduszę". Pięknie zagrana histeria (oklaski za przejmujący wyraz artystyczny) następuje w momentach, kiedy plan Muffina nie zostanie zrealizowany natychmiast. Najlepiej byłoby, aby rodzice byli jak pewien aparat, który cyka zanim cykniesz, przewidywali, czegóż to się zaraz zachce i spełniali życzenie zanim zostanie "wypowiedziane". Ale matka i ojciec to profesjonalna kadra, która doskonale wie, że wybuchy złości mające na celu wymuszenie, należy kategorycznie ignorować.
Muffin jest zrozpaczony. Ja obstaję przy swoim.
"To ja mam ciebie słuchać?! Masz rok i cztery miesiące! Akurat!", komunikuję Prezesowej.
Muffin próg domu przekroczywszy jeszcze dwie miny "skrzywdzonego" zrobił i spokój. Niby fajnie, ale... wtedy mi się przypomniało. A w zasadzie przypomniała pewna historyjka pisana (nie przeze mnie, więc dobra) na konkurs literacki (kategoria do 50 słów), a zamieszczona w podręczniku do anglika.
Streszczając i tak krótki tekst...
Syn pisze do matki ze szkoły z internatem : "Mamo, nienawidzę tego miejsca! Jedzenie-okropne! Prefekci źle mnie traktują. Proszę, zabierz mnie stąd! Twój, David".
Mamusia odpowiada: "Drogi Davidzie, nonsens! Głowa do góry!".
Po latach... ta sama mama do tego samego syna z domu starców:
"Drogi Davidzie, nienawidzę tego miejsca. Jedzenie-okropne! Pielęgniarki traktują mnie jak dziecko! Proszę, zabierz mnie stąd natychmiast!".
David odpowiada: "Droga Mamo, nonsens! Głowa do góry!".
Za lat dziesiąt, kiedy będę już starą kobietą, role się odwrócą.
To Muffin będzie poważną panią Jagodą i będzie wiedział lepiej. Coś sobie wymyślę, coś będę musiała koniecznie zrealizować z pomocą Muffina i wtedy co?!
Co usłyszę? "Ależ mamo, co ty znowu wymyślasz?! W twoim wieku?!".
Następnym razem zastanowię się nieco dłużej, czy histeria jest rzeczywiście nieuzasadniona, a foch "rzucony" tylko po to, żeby coś wymusić.
Im będzie starsza, tym dłużej będę się zastanawiać. Nie jest moim celem wychowanie "grzecznej" dziewczynki, która zawsze się ze mną zgodzi.
A dziś... może moje dziecko właśnie chciało, z moją pomocą, zdobyć swój pierwszy szczyt, akurat w postaci czwartego piętra?
A tak wogóle, to przecież w dzieciach najbardziej irytują nas chyba cechy naszego własnego charakteru (patrz: upór).
(do zdjęć Muffina, czyli: Buntownika z Wyboru i Buntownika-Nie-Bez-Powodu dołączam przesłanie MM na cudnym Ohdeer-owym wisiorze, który mieć muszę, albo urządzę w domu jakąś historyczną histerię!)







































